21.05.2013
Eva Hahn, Hans Henning Hahn
Eva Hahn, Hans Henning Hahn
288,359
Artykuł opublikowany został w nr. 27/2002 czasopisma BORUSSIA (tytuł numeru: Tylko dialog? Polsko-niemieckie rozmowy o wspólnej historii.) We współpracy ze Wspólotą Kulturową »Borussia« prezentujemy poniżej jego wersję elektroniczną.

Tłumaczenie: Katarzyna Leszczyńska

Można wprawdzie i trzeba przypominać o wypędzeniu, ale nie jest to temat, za pomocą którego należy uprawiać politykę, a podjętych wówczas decyzji nie da się cofnąć materialnie. Czy nie byłoby warto zastanowić się, gdzie dzisiaj leży »ziemia rodzinna czwartego plemienia Bawarii«, grupy narodowościowej (Volksgruppe) Niemców sudeckich? Czy nie byłoby warto zastanowić się, kto właściwie jest odpowiedzialny za odszkodowanie dla wypędzonych (jeżeli oni rzeczywiście jeszcze go potrzebują): »państwa wypędzające« czy Republika Federalna Niemiec, która do tej pory i tak dużo przeznaczyła na ich integrację i pielęgnację »sudecko-niemieckiego dziedzictwa kulturowego«? Czy Niemcy nie powinni się w końcu zastanowić nad koniecznością ostatecznego zaakceptowania bez wątpienia godnego pożałowania, ale jednak realnego faktu wysiedlenia Niemców z Europy Wschodniej? Wypędzenie było wynikiem II wojny światowej i chyba najwyższy czas bez zastrzeżeń, tzn. bez jakichkolwiek rewizjonistycznych podtekstów, pogodzić się z jej skutkami. Jak długo w Niemczech nie zostanie zakończony ten rozdział, zawsze znajdą się powody, które burzyć będą spokój w niemiecko-czeskim i niemiecko-polskim sąsiedztwie.

»Kiedy w końcu Niemcy pozostawią każdemu narodowi jego własną historię«,

spytał ostatnio praski historyk podczas niemiecko-czeskich rozmów, nie otrzymał jednak żadnej odpowiedzi.

***

Benesz prawie w ogóle się nie zmienił. Przyjął nas w sali na Hradczanach, w której rozmawiałem już z nim w roku 1937... Opuściłem go po godzinie zajmującej rozmowy, tak samo przepełniony respektem i podziwem jak po naszym pierwszym spotkaniu. Rozmach łączy się w nim ze zdrową porcją politycznego sprytu i realizmem. Posiada zarówno wiarę jak i elastyczność – kombinacja czyniąca z niego krewnego wielkiego amerykańskiego prezydenta, zmarłego Franklina D. Roosevelta.«

Tak właśnie w nowojorskim czasopiśmie »The Nation«, 4 sierpnia 1945 roku, niemiecki pisarz, Klaus Mann, opisywał swoje pierwsze po II wojnie światowej spotkanie z czechosłowackim prezydentem Edvardem Beneszem.

Wspomnienia Klausa Manna nie są dzisiaj popularne w Republice Federalnej:

Czechosłowacja Masaryka i Benesza zasługiwała na to, żeby ponieść dla niej największe ryzyko. Był to dobry kraj, dobra demokracja, Czechosłowacja Masaryka i Benesza. Jestem dumny z tego, że byłem obywatelem tej wolnej i dzielnej republiki – nawet jeżeli tylko przejściowo i bardziej z nazwy niż rzeczywiście … Ze wszystkich europejskich narodów właśnie Czesi najodważniej i najbardziej jednoznacznie reprezentowali te ideały i tradycje, które w Niemczech deptano buciorami … !«

Inni Niemcy mają inny obraz Benesza:

»Benesz całkowicie zapomniał, że był tylko prezydentem małego narodu, zasuszonym, pozbawionym uczuć karłem światowej historii.«

Ten opis pochodzi z najnowszej książki faworyzowanej przez »Sudetendeutschen Zeitung«: Edvard Benesz — likwidator Czech. Demon genocydu na Niemcach sudeckich i grabarz czechosłowackiej demokracji. Jej autorka, Sidonia Dedina, która w roku 1966 opuściła Czechosłowację, uważana jest w kręgach ziomkowskich Niemców sudeckich za »obrończynię sprawiedliwości«, dlatego też i jej książka cieszy się dużą popularnością:

»W stylu dokumentalnego dramatu biografia rzeźnika sudeckich Niemców przeplata się z autentycznymi losami jego ofiar.«

Już użyte tutaj środki stylistyczne uniemożliwiają podjęcie ukierunkowanego na pojednanie niemiecko-czeskiego dialogu o przeszłości. Czy nie pojawiają się tu właśnie »kategorie spisku i demonizowania«, za których stosowanie Antje Vollmer skierowała ostatnio krytykę pod adresem Czech?

Na temat czechosłowackiej demokracji okresu międzywojnia politycy z kręgów Niemców sudeckich do dzisiaj nie mają do powiedzenia nic dobrego. Uważają ją za »więzienie narodów«, a układ monachijski, uchodzący na całym świecie za symbol tchórzostwa demokratycznych polityków wobec dyktatury nazistowskiej, jest dla nich

»deklaracją bankructwa utworzonej wbrew woli tych narodów Czechosłowacji«,

jak sformułował to długoletni rzecznik Niemców sudeckich, Franz Neubauer, w szeroko rozpropagowanej broszurze. Folksistowska propaganda antyczechosłowacka i antywersalski rewizjonizm z okresu międzywojnia są po dzień dzisiejszy bez cienia krytycznej refleksji kultywowane przez organizacje Niemców sudeckich w Republice Federalnej, a postać Edvarda Benesza niezmiennie odgrywa rolę b˜te noire. Hasło »dekrety Benesza« jest jej najnowszym wariantem.

Do niedawna nikt nie znał »dekretów Benesza«. Sformułowanie to stało się powszechnie znane dopiero w latach dziewięćdziesiątych, chociaż wypędzenie Niemców z Europy Wschodniej, a zatem i z Czechosłowacji, nigdy nie zostało zaakceptowane przez żadną z reprezentowanych w niemieckim parlamencie partii jako definitywne i ostatecznie przypieczętowane. Kiedy w latach osiemdziesiątych czescy dysydenci i emigranci namiętnie dyskutowali o wypędzeniu Niemców z Czechosłowacji, wszędzie, nawet w kręgach Niemców sudeckich, chwalono ich za krytyczne poglądy. O »anulowaniu dekretów Benesza« również i wtedy nie mówił nikt. Wielu Czechów, przede wszystkim tych starszych, zadaje więc sobie pytanie: czy w dzisiejszych Niemczech za hasłem »dekrety Benesza« nie kryje się coś w stylu narodowosocjalistycznej kampanii antybeneszowskiej z lat trzydziestych? Czy hasła Niemców sudeckich z tamtych lat (ale niestety też z dnia dzisiejszego) znaczą więcej niż wspomnienia niemieckich demokratów takich jak Klaus Mann?

Nie posługując się nawet sformułowaniem »dekrety Benesza«, wiadomo było, że w roku 1945 w Czechosłowacji zaszły rewolucyjne zmiany, które długo — i słusznie — określano mianem »rewolucja majowa«. Powracające z emigracji elity polityczne bazowały na powstałym w warunkach wojennych i emigracyjnych prawie ustawodawczym przysługującym prezydentowi państwa. W powstałej na nowo Czechosłowacji do 28 października 1945 roku prezydent republiki, zgodnie z propozycją rządu, sprawował władzę ustawodawczą w formie dekretów czy też dekretów konstytucyjnych. W porównaniu z systemem politycznym okresu przedwojennego życie publiczne zostało przekształcone od podstaw. Na mocy dekretu konstytucyjnego Prowizorycznego Zgromadzenia Narodowego z 19 marca 1946 roku wszystkie wcześniejsze dekrety prezydenckie uzyskały legitymizację parlamentarną. Obok pozbawienia praw i wysiedlenia ówczesnych czechosłowackich obywateli narodowości niemieckiej i węgierskiej uprawomocnione zostało daleko idące upaństwowienie i ograniczenie wolności politycznych i obywatelskich. Procedurę tę już wtedy wielokrotnie krytykowano w Czechosłowacji. Prawomocności dekretów nie kwestionował jednak nikt ani w samym kraju, ani za granicą.

Od dawna również wiadomo, że w Czechosłowacji bezpośrednio po wojnie nie wszystko odbywało się zgodnie z prawem. Niezliczone wspomnienia nie tylko Niemców sudeckich, lecz również Czechów i Słowaków, jak również pamiętniki niekomunistycznych polityków, opowiadają historie nieprawości z czasów powojennych; nawet propaganda komunistyczna nie robiła tajemnicy z tego, że ich reżim zawdzięczał zwycięstwo »rewolucji majowej« z roku 1945: tak zwany ludowo-demokratyczny system miał powstać już w pierwszych powojennych miesiącach, w związku z tym słynny pucz komunistów z lutego 1948 roku był świętowany w komunistycznej autoprezentacji jedynie jako »skuteczny odpór« dany kontrrewolucyjnym dążeniom klasy burżuazyjnej. Zarówno czescy jak i słowaccy komuniści, jak również ich przeciwnicy byli zgodni co do tego, że w powojennej Czechosłowacji wypadki toczyły się »rewolucyjnie«, ale w żadnym przypadku »zgodnie z prawem«. Nikt jednak nie chciał być pouczany przez Niemców (sudeckich), co stanowiło prawo, a co bezprawie. W tym punkcie prawie wszyscy Czesi byli wtedy i są do dzisiaj zgodni.

Daleko idąca prawna nowelizacja całego społecznego, politycznego i ekonomicznego życia dotyczyła w kilku dekretach również około trzech milionów niemieckojęzycznych obywateli przedwojennej Czechosłowacji. Nie chodziło wszakże o ich wysiedlenie, które nastąpiło bez wewnątrzpaństwowej podstawy prawnej, za to za zgodą i z poparciem zwycięskich aliantów. Zobowiązali się oni latem 1945 roku, podczas konferencji poczdamskiej, do organizacyjnego współdziałania przy wysiedleniu, co też uczynili.

»Nie planowane przesiedlenie, a jedynie jego zakres był pod koniec wojny tematem debat«,

pisze historyczka Sylwia Schraut, wskazując na to, że brytyjsko-amerykańska European Advisory Commission widziała w wysiedleniu Niemców z Europy Wschodniej pozytywną politykę usatysfakcjonowania Europy Wschodniej. Wielu Czechów powołuje się dlatego na specyficzny kontekst historyczny, w jakim odbyło się wypędzenie Niemców z Czechosłowacji, wskazując wciąż na Układ Poczdamski.

Za prawną podstawę wysiedlenia Niemców uważano w Czechosłowacji postanowienia konferencji poczdamskiej i plan Alianckiej Rady Kontrolnej z 20 listopada 1945 roku, przewidujący transfer niemieckiej ludności z Czechosłowacji, Polski, Węgier i Austrii. Jako uzupełniająca norma obowiązywały ponadto trzy dekrety prezydenckie: dekret nr 33 o obywatelstwie państwowym, dekret nr 12 o

»konfiskacji majątków rolnych Niemców, Węgrów, jak również zdrajców i wrogów narodu czeskiego«

i w końcu dekret nr 108 o konfiskacji wrogiego mienia. Kiedy dzisiaj w Niemczech i Austrii żąda się anulowania dekretów Benesza, może chodzić tylko o te trzy ze 143 dekretów prezydenckich. Ale sudecko-niemieccy, niemieccy i austriaccy politycy nie wyrażają się tak precyzyjnie. Czy chodzi im o prawo powrotu poszczególnych wypędzonych, o przyznanie czeskiego obywatelstwa wszystkim wypędzonym (i ich potomkom), czy też o restytucję mienia skonfiskowanego przed ponad połową stulecia? Wielu ugodowo nastawionych Niemców uważa, że wołanie o anulowanie »dekretów Benesza« ma na celu jedynie skłonienie Czechów do przyznania się, że czechosłowaccy obywatele narodowości niemieckiej nie byli traktowani w powojennej Czechosłowacji zgodnie z prawem. Przy dokładniejszym rozpatrzeniu sprawy przekonanie to okazuje się mylne. W statucie organizacji najgłośniej domagającej się anulowania »dekretów Benesza«, Ziomkostwie Niemców Sudeckich, zapisany jest od ponad półwiecza cel o wiele bardziej dalekosiężny:

» … przeforsować prawne roszczenia do ziemi rodzinnej, do jej odzyskania, jak i związane z tym prawo do samostanowienia grupy narodowościowej (Volksgruppe).«

Drugie samozwańcze zadanie ziomkostwa:

»reprezentować roszczenia grupy narodowościowej (Volksgruppe) do rekompensaty za skonfiskowane mienie w ramach sprawiedliwego odszkodowania«,

jawi się w porównaniu z tym pierwszym niczym błahostka. Żądanie prawa do ziemi rodzinnej (Heimatrecht) i do samostanowienia grupy narodowościowej (Volksgruppe) jest mianowicie równoznaczne z roszczeniem ziomkostwa do samodzielnego decydowania o tych obszarach, które traktuje jako swoją »ziemię rodzinną«, tzn. o obszarach, które na mocy układu monachijskiego zostały w roku 1938 oddzielone od Czechosłowacji i przysądzone III Rzeszy. Czyż może więc dziwić, że głosy ziomkostwa Niemców Sudeckich, bawarskiej CSU i wiedeńskiej koalicji rządowej ÖVP/FPÖ wzbudzają konsternację, i że czescy politycy uchylają się przed wszelkim dialogiem na temat »dekretów Benesza«?

Kluczowy dokument dotyczący wypędzenia Niemców z Europy Wschodniej po II wojnie światowej, czyli Układ Poczdamski, jest oceniany różnorodnie nawet w ramach często przywoływanej wspólnoty UE w zakresie prawa i wartości. Uznany przez sygnatariuszy za wiążący, przez niektórych niemieckich ekspertów traktowany był jako układ rządowy, który dla Republiki Federalnej Niemiec nie może mieć żadnej mocy prawnej. Chodziło przede wszystkim o to, żeby nie uznawać ostateczności wysiedlenia Niemców z Europy Wschodniej. Dlatego też w Republice Federalnej rewizjonistyczne dążenia związków wypędzonych znajdowały poparcie polityków wszystkich reprezentowanych w Bundestagu partii. Dlatego także już w latach pięćdziesiątych w preambule ustawy o wyrównaniu szkód i strat wojennych i w uzasadnieniu do ustawy o zadośćuczynieniu dla wypędzonych zostało zapisane, że przyznanie i przyjęcie świadczeń nie oznacza rezygnacji z dochodzenia zwrotu pozostawionego przez wypędzonych mienia. »Państwa wypędzające« nie powinny zostać tym samym zwolnione z obowiązku naprawienia krzywd.

Dzisiaj prawie nikt, poza działaczami wypędzonych, nie zna dokładnie tej historii sprzed półwiecza. Niemiecka opinia publiczna nie poświęcała dotąd zbyt wiele uwagi uporowi i zaciętości polityków z kręgów wypędzonych, również i wtedy, gdy w roku 1997 Związek Wypędzonych oświadczył:

»Przystąpienie Czech do UE nie może nastąpić bezwarunkowo. Ustawy i dekrety, jak np. »dekrety Benesza«, na podstawie których generalnie pozbawiono Niemców sudeckich wszelkiej podstawy do życia, są sprzeczne z europejskim rozumieniem prawa i wartości.«

Obecnie zaś zdaje się, że w Niemczech i Austrii całe polityczne spektrum przyjęło to stanowisko jako swoje.

W Czechach narasta tymczasem wrażenie, że folksistowskie (völkisch) organizacje Niemców sudeckich ponownie rozrastają się do decydującej siły politycznej w stosunkach niemiecko-czeskich, tak jak już to kiedyś miało miejsce. Kogo właściwie w Niemczech obchodzi, czego żądają niemieccy politycy od Czechów? Argument, nieustannie wysuwany przez wielu Niemców wobec Czechów — że w Niemczech prawie nikt nie interesuje się »dekretami Benesza« i sloganami działaczy wypędzonych — brzmi dzisiaj pusto. Czy nie nadszedł czas, to pytanie zadaje sobie wielu myślących ludzi w Czechach, aby niemieckie społeczeństwo zainteresowało się w końcu tym, jak i w jakim celu wywiera się w jego imieniu nacisk na sąsiednie państwo? Czy też kiedyś znowu usłyszymy: my o niczym nie wiedzieliśmy?

Wielu Niemców żywi podejrzenie, że za czeskimi reakcjami i niefortunnymi wypowiedziami polityków kryją się antyniemieckie resentymenty i broni się przed przypisywaniem sobie rzekomej winy zbiorowej. Ten zarzut napotyka w Czechach na całkowity brak zrozumienia. Tam pamięta się jeszcze, że Henrykowi i Tomaszowi Mannom, gdy ci w roku 1936 starali się w Czechosłowacji o azyl polityczny i obywatelstwo czeskie dla siebie i swoich rodzin, politycy Niemców sudeckich w Reichenbergu odmówili prawa ojczystego (Heimatrecht) (niezbędnego do nadania i przyjęcia obywatelstwa), podczas gdy wiele miast czeskich ubiegało się o to, aby móc im takie prawo przyznać. Również u współodpowiedzialnego za wypędzenie Niemców Edvarda Benesza jego niemiecki gość Klaus Mann nawet w roku 1945 nie mógł stwierdzić antyniemieckich resentymentów.

Większość Czechów jest przekonana, że za tym całym nieszczęsnym »rozwojem« w powojennej Czechosłowacji skrywały się polityczne doświadczenia z Niemcami hitlerowskimi i ich sudecko-niemieckimi sympatykami, a nie antyniemieckie, zbiorowe przypisywanie winy. Dyskusje na temat tego, że w powojennej Czechosłowacji nie wszystko odbywało się zgodnie z prawem i że ówczesne traktowanie Niemców nie stanowi chlubnej karty w annałach czeskiej historii, trwają od co najmniej 1990 roku i są o wiele intensywniejsze niż niemieckie próby uporania się z przeszłością nazistowską w latach pięćdziesiątych. Edvard Benesz był kontrowersyjnym politykiem również w oczach czeskiej opinii publicznej, ale Czesi nie mają ochoty, aby sądy o prawie i bezprawiu we własnej historii dyktowali im Niemcy, wierni tradycji antywersalskiego lub antypoczdamskiego rewizjonizmu, ani organizacje Niemców sudeckich. Czy jest to aż tak bardzo niezrozumiałe?

      • Seitenanfang